Jednym z najbolesniejszych skutkow wyrzucenia idei Boga z zycia publicznego
jest oddanie slowa ludzkiego na sluzbe szatanowi, zeby ono klamalo,
niszczylo, zabijalo, odczlowieczalo czlowieka, czynilo wszelkie zlo: "wtedy
szatan wstapil w Judasza..." (Lk 22, 3). Taki terroryzm slowny ma w Polsce
ciagle jakies nowe swoje szczepy: hitlerowski, bolszewicki, masonski,
liberalny...
Slowo godzace w dobre imie
Pod koniec ogolnopolskiego, entuzjastycznego przyjecia w Polsce Ojca
Swietego Jana Pawla II przygotowano jednoczesnie w kilku pismach ostre groty
slowne, majace ugodzic w dobre imie Papieza, Prymasa, w Episkopat i caly
Kosciol katolicki. Ludzie pytaja: jak to wytlumaczyc? Pierwsza odpowiedz
wyzszych osobistosci jest prosta: U nas jest demokracja i wolnosc! Mamy wiec
rozumiec, ze kiedy jest demokracja i wolnosc, to wolno jest zabijac dobre
imie i obrzucac gnojem slownym kazdego, nawet Ojca Swietego, i co wiecej:
nie wolno bronic ani siebie samego, ani innej, chocby najdrozszej i
najszlachetniejszej osoby. Dlaczego nie wolno? Bo nasze demokratyczne rzady
nie przyjma zaskarzenia, jak doznal tego ksiadz pralat Zdzislaw Peszkowski,
a nastepnie zaskarzenie, czyli obrona, napedzi potwarcom jeszcze wiecej
pieniedzy i nada sprawie rozglosu oraz pewnej "wiarygodnosci" u danej grupy
ludzi. A zatem nasz system prawny jest chory w dziedzinie praw czlowieka i
jego tworcy niewiele roznia sie od terrorystycznych "uzytkownikow" tego
prawa.
Normalny, o niezdegenerowanej osobowosci czlowiek zaatakowany przez zbirow
medialnych jest w pulapce: gdy sie chce bronic, to petla jeszcze bardziej
sie zaciska. Chcecie sie obetrzec z rzucanego na was gnoju lub szukacie
ochrony u strozow zycia publicznego przeciwko gnojeniu wiary, Kosciola i
Polski, to slyszycie odpowiedz: brak wam tolerancji, brak wam zmyslu
wolnosci, nie rozumiecie demokracji. I tak Polacy dali sobie narzucic takie
"prawa" po roku 1989. Gdzie my zyjemy? Czy juz nie ma chocby grupy rozumnych
przywodcow? A moze to przedsmak UE? W historii ludzie w obronie dobrego
imienia oddawali zycie. Dzis czlowiekowi uczciwemu, wierzacemu i Polakowi
nie wolno nawet sie bronic, chyba ze samym milczeniem i cierpieniem w duszy.
Taki ma byc styl moralnosci i kultury nowoeuropejskiej? Jesli sie to
natychmiast nie zmieni, wladze beda musieli przejac ludzie odpowiedzialni,
juz teraz w wyborach samorzadowych.
Jeszcze raz widzimy, ze na drodze do nowej okupacji Polski przez osrodki
zachodnie i rodzimych judaszow stoi miedzy innymi Radio Maryja i "Nasz
Dziennik", a ojciec Tadeusz Rydzyk, redemptorysta, stal sie od lat owym
"chlopcem do bicia" z dziela Marka Twaina ("Krolewicz i zebrak"). Jest to
bicie terrorystyczne i zarazem typiczne. Kiedys Chiny komunistyczne
atakowaly Fidela Castro i Kube, a mialy na mysli Chruszczowa i Zwiazek
Sowiecki.
Tak i w tym przypadku - pod pozorem ataku na ojca Rydzyka - chodzi o
zniszczenie Papieza, Prymasa, normalnego Polaka, jak i idei samoistnej,
niepodleglej Polski. Wszyscy nowi okupanci miotani sa wsciekloscia, ze w obu
tych mediach bronia sie jeszcze prawowierny katolicyzm i suwerenna Polska. I
o dziwo, wielu naiwniakow religijnych juz chyba przekonali, ze ze
wszystkiego wybawi nas Panstwo Europejskie, gdzie sluzac panom masonom jako
pomoce domowe, nawrocimy ich wszystkich na chrzescijanstwo. Czyzbysmy mieli
zaprzec sie Polski i Narodu za "trzydziesci euro"? Czyzbysmy nie chcieli
braterstwa i rodzinnosci miedzy narodami, lecz tylko sluzenia cezarom?
O integracje Kosciola
U paszkwilantow, swieckich i duchownych, slaba jest znajomosc katolickiej
nauki o Kosciele. Otoz miedzy mediami zakonnymi a diecezjalnymi nie ma ani
walki, ani tozsamosci, lecz razem sie one integruja w zywy glos Kosciola.
Diecezja i zakon to sa dwie uzupelniajace sie struktury jednego Kosciola.
Juz na Soborze Powszechnym w Nicei w 325 roku scieraly sie, ale i
uzupelnialy dwie struktury Kosciola. Asceci i mnisi rozumieli Kosciol jako
niepodzielony ruch chrzescijanski na calym swiecie, gdzie glowna role
odgrywaja: modlitwa, Pismo Swiete, asceza, medytacja, kontemplacja, ucieczka
od zycia publicznego i cywilizacji poganskiej, a wreszcie nadzieja, ze na
ziemi nastanie jedno Krolestwo Boze, bez panstw, bez wojsk, bez granic. Stad
czesto mnisi i charyzmatycy bez swiecen kaplanskich spowiadali, glosili
kazania, wychowywali po chrzescijansku i tworzyli swoje wspolnoty
(klasztory), niezalezne bezposrednio od kaplanow. Biskupi natomiast
rozwijali Koscioly terenowe, instytucjonalne, dostosowane do podzialow
administracyjnych i tworzyli - na wzor wschodni - Koscioly-miasta. Przy tym
biskup byl odpowiednikiem prefekta miasta, grono kleru nizszego stanowilo
swoisty senat duchowy, a wierni byli ludem Bozym. Ostatecznie jednak
dominowala episkopalna i diecezjalna koncepcja Kosciola, koncepcja mnisza
byla wtorna i uzupelniajaca.
Po kilku wiekach wystapila nawet pewnego rodzaju trojstruktura Kosciola:
diecezja-miasto, parafia-wies i wspolnota mnichow. Kiedy chrzescijanstwo
wcielilo sie w sredniowieczny feudalizm, czyli w ustroj, w ktorym panowala
kategoria ziemi, a nie miasta, wowczas diecezje-miasta rozciagnely sie i na
wsie, stajac sie terytoriami wydzielonymi, autonomicznymi i scisle
oznaczonymi granicami wlasnosciowymi panow-seniorow. Wszystkie funkcje i
uprawnienia duchownych zostaly ograniczone do swojego terytorium ziemi.
Duchowny mogl nauczac, spowiadac, udzielac sakramentow tylko do miedzy swego
seniora, za miedza nie mial juz zadnej wladzy koscielnej, mial je drugi
duchowny, podlegly innemu panu. I tak Kosciol powszechny stawal sie powoli
zbiorem Kosciolow lokalnych, partykularnych, ktore laczyly sie tylko na
roznych synodach i soborach. Taki ustroj pozostal do dzis na Wschodzie
prawoslawnym.
Natomiast zakony z czasem bardzo rozwiniete mialy charakter
miedzydiecezjalny (na prawie papieskim) i stanowily niejako tkanke laczna
Kosciolow terenowych. Jednoczesnie przejely kontrole glownego tradenta
(przekaziciela) dobr duchowo-kulturowych: teologii, filozofii, nauk,
kultury, sztuk, oswiaty. Miedzy innymi przepisaly i przechowaly cale
pismiennictwo nie tylko chrzescijanskie, ale i poganskie - Grecji, Rzymu,
panstw Bliskiego Wschodu i innych. Tworzyly liturgie, jezyk religijny,
przeklady Pisma Swietego, prowadzily misje, ksztaltowaly pedagogie
chrzescijanska, rozwijaly nauki ascetyczno-moralne. Polske nawracali
zakonnicy: iroszkoccy, galijscy, wloscy i inni. Ksieza diecezjalni natomiast
byli - ze tak powiem - glebae adscripti, czyli przywiazani do swojego
skrawka ziemi, nie rozwijali na ogol dzialalnosci ogolnokoscielnej.
Przewaznie byli po prostu czlonkami dworu seniora lub biskupa, czy tez
upodabniali sie do wiesniakow.
Kiedy w szczytowym okresie sredniowiecza rozwinely sie szerzej uniwersytety,
wowczas owa podwojna struktura Kosciola doszla do glosu takze w teologii.
Mistrzowie diecezjalni (magistri saeculares), np. w Paryzu, nie dostrzegali
wyraznie potrzeby Kosciola jednego administracyjnie, powszechnego, wspolnego
dla calego swiata zachodniego. Przyjmowali raczej tylko jednosc duchowa,
mistyczna, w Chrystusie, jak dzis Cerkiew prawoslawna. W konsekwencji
odrzucali na ogol papiestwo, czyli prymat Rzymu nad calym Kosciolem swiata.
Wystarczyla im wlasna diecezja, jak dzis chca niektorzy katoliccy
liberalowie. Natomiast mistrzowie zakonni (magistri religiosi) widzieli
Kosciol jako ponaddiecezjalny, jeden, powszechny, organicznie zwiazany,
wszedzie ten sam: i w Jerozolimie, i w Paryzu, i w Atenach, i w Warszawie, i
w Toruniu; ten sam w miescie i na wsi, ten sam w zakonie i w diecezji, choc
moze w klasztorze mial byc doskonalszy. Stad tez bronili idei prymatu
biskupa rzymskiego nad wszystkimi Kosciolami terenowymi i nad zakonami, i
nad wszystkimi dziedzinami zycia koscielnego.
Oczywiscie, praktycznie nie obylo sie bez sporow i tarc - miedzy zakonami a
biskupami, miedzy klerem swieckim a zakonnym. Biskupstwa raczej utrzymywaly,
ze tylko one sa prawdziwymi jednostkami chrzescijanskimi, a zakony to
jedynie prywatne wspolnoty dewocyjne, zobowiazane do absolutnego we
wszystkim posluszenstwa biskupowi i do poslug duszpasterskich w diecezji
(Ciekawe tu jest, ze wrogowie Kosciola bardziej nienawidza zakonnikow niz
ksiezy diecezjalnych.). Z kolei niektore zakony uwazaly, ze sa one esencja
Kosciola, tylko one zapewniaja zbawienie, podczas gdy zycie diecezjalne i
parafialne to instytucja na wpol swiecka, zmaterializowana i zagrozona
brakiem zbawienia.
Spory kompetencyjne rozwiazywalo w duzym stopniu rozwijajace sie juz od VII
wieku prawo tzw. egzempcji zakonow, czyli uniezaleznienie klasztorow i
calych zakonow od biskupow lub panow swieckich i poddanie ich synodom
prowincjonalnym, a z czasem samemu Papiezowi. Od XI wieku Papieze
uniezalezniali zakony od wszelkiej lokalnej wladzy biskupiej i swieckiej.
Trzeba tu powiedziec, ze redemptorysci maja taka egzempcje (por. KPK kan.
618 p. 1), a Sobor Watykanski II dolaczyl egzempcje takze w zakresie
apostolatu i ewangelizacji (Dekret o przystosowanej odnowie zycia zakonnego
"Perfectae caritatis", 2c; por. A. Weiss, B. Zubert).
Dzis praktycznie zakony nie moga dzialac wbrew biskupom, ale i biskupi nie
moga naruszac uprawnien zakonow, ktore maja prawo posiadac swoje nowoczesne
media i dysponowac nimi w sluzbie apostolatowi i ewangelizacji powszechnej,
niezaleznie od mediow diecezjalnych. Totez sprawa wymaga subtelnych i
precyzyjnych uzgodnien na bazie prawa kanonicznego miedzy Konferencja
Episkopatu a najwyzszymi wladzami zakonnymi.
Przy nowoczesnych technicznych srodkach zasiegu ogolnego mediow nie sposob
podzielic na male rozrzucone obszary terenowe. Ale na calym swiecie
wszystkie sprawy w tym zakresie sa harmonijnie uzgadniane. Zdaje sie, ze
tylko w Polsce zalamala sie tak doglebnie moralnosc i kultura wrogow
Kosciola i suwerennosci narodowej, ze chca naturalne napiecie zyciowe
obrocic w walke wewnatrzkoscielna.
Ostoja wiary i polskosci
Niektorzy moi przyjaciele duchowni mowia czasami: Radio Maryja
... wiecej »