>>Zapewniam Cie, ze gdybys jasno oswiadczyl (ksiedzu), ze nie chcesz tego
>>sakramentu przyjmowac, nikt by Cie tam zwiazanego nie zaniosl.
> Zakonnicy? Ksiedza to ja widzialem na samej ceremonii :)
Niech bedzie zakonnicy, co za roznica. Acz nie twierdzisz chyba, ze nie
byles w zaden sposob w stanie spotkac swojego proboszcza...
> Jasne, nikt by nie zaniosl. Rodzice by mieli ciezkie pretensje, a srodki
> nacisku mieli spore :)
Ech, wszystko zalezy od sposobu stawiania spraw.
Jestem przekonany, ze stawiajac w rozmowie z rodzicami sprawe np. tak:
"sluchajcie, mam obecnie sporo watpliwosci dotyczacych mojej wiary,
wolalbym jeszcze sprawe przemyslec i nie przyjmowac bierzmowania w tej
chwili - tym bardziej, ze byloby chyba niewazne", mialbys jakas szanse
na porozumienie. Jak to pisalem, jestem pewien, ze gdybys cos takiego
oswiadczyl ksiedzu, dopuszczony bys nie zostal - nawet gdybys nie
przekonal rodzicow.
Tak przy okazji: ja w sumie jestem zdania, ze lepiej byloby bierzmowac
troche poxniej niz sie to obecnie praktykuje - najlepiej przyjmujac jako
standard wiek rzedu 17-18 lat z mozliwoscia przyjecia bierzmowania
wczesniej, jesli komus na tym zalezy. Ale coz, jest tak jak jest glownie
ze wzgledu na wygode wiernych...
>>Nic takiego nie uznalem. Specjalnie slowo 'gdybys' podkreslilem. W calym
>>tym fragmencie chodzilo mi o podkreslenie, ze wszelkie regulacje
>>katolickie moga miec dla Ciebie znaczenie jedynie w nastepujacych
>>przypadkach:
>>a) nawracasz sie
>>b) umierasz, okazuje sie ze Bog jednak istnieje, stajesz przed nim i sie
>>z swego zycia tlumaczysz (obrazowo mowiac)
>>W pozostalych przypadkach Cie nie obchodza i tyle.
> co do punktu b), to nalezaloby przyjac, ze jest to Bog katolicki, a nie
> jakis inny... mozesz miec pecha, jak staniesz przed Wisznu... nawet jezyka
> nie bedziesz znal :)
Trudno. Ja jakos jestem przekonany, ze nie bedzie to zaden Wisznu.
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>>oraz przystapic do komunii.
>>>Nijak nie widze tu koniecznosci przystapienia do spowiedzi - o ile wiem,
>>>nie zadaja zaswiadczenia.
>>Nie wiem, czy pamietasz, ale aby przystapic do komunii nalezy byc w
>>stanie laski uswiecajacej - tj. nie popelnic zadnego ciezkiego grzechu
>>od ostatniej spowiedzi.
>>W wiekszosci parafii ksieza pilnuja, by malzonkowie i swiadkowie o
>>spowiedzi nie zapomnieli - dajac 'karteczki do spowiedzi'.
> aha. No to mozna sie wyspowiadac z plucia na ulice i stempel zdobyc. Nie
> rozumiesz, ze to wszystko nie ma sensu? I nawet, jak mnie Kosciol (przez
> naciski posrednie) ZMUSI do takich dzialan, to niewiele bedzie z tego
> mial?
Rozumiem i przeciez o tym pisze. Jesli nie wierzysz, nie chcesz przyjac
tych sakramentow szczerze i nie widzisz w tym sensu, to tego nie rob! W
zadnym wypadku! To samo powie Ci kazdy ksiadz!
Natomiast ciagle twierdzisz, ze jestes jakos strasznie do wiary
przymuszany. Wiesz, to ze ludzie podkreslaja iz ich zdaniem "cos" byloby
dla Ciebie dobre (w tym wypadku nawrocenie, slub koscielny i zycie
katolickie) nie jest szczegolnie dziwne, zwlaszcza ze strony rodziny.
Tyle, ze co z tego. Spotkalo Cie jakies rzeczywiste przesladowanie?
Pobil Cie ktos za Twoj ateizm? Spalil Ci ktos samochod? Wyrzucili Cie z
jakiejs roboty? Owszem, pewnie niektorzy ludzie nie chca z Toba
rozmawiac. Ze mna w wojsku niektorzy nie chcieli rozmawiac bo nie
ogladalem z nimi pornosow i nie przylaczylem sie do picia wodki. To co,
mam twierdzic, ze bylem przesladowany religijnie?
Jezeli uwazasz, ze ktos naciska na Ciebie przesadnie, mozesz spokojnie
powiedziec, ze uwazasz sie w tej chwili za niewierzacego i ze jesli
rozmowca chcialby ten fakt zmienic, moze sie modlic o Twoje nawrocenie.
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>>Owszem. Ale rozmawiajac z kolega - wyznawca ww. pytalem, jak to u nich ze
>>>slubami (gosciu sie zenil z katoliczka). I oni nie maja takich
>>>problemow. Faktem jest, ze mial takowe problemy po stronie zony.
>>Ej! Nie myl dwoch spraw! Zupelnie czym innym jest malzenstwo miedzy
>>czlonkami dwoch roznych wyznan chrzescijanskich a czym innym miedzy
>>chrzescijaninem a ateista! Gdy zeni sie protestant z katoliczka, zadna
>>ze stron nie ma problemu z szczerym zobowiazaniem sie do wychowania
>>dziecka w wierze w Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha swietego.
> e! Jest duuuza roznica miedzy niektorymi wyznaniami protestanckimi, czy
> tez polsektowymi (bo adwentysci to takie specyficzne cos), a
> katolicyzmem. BARDZO! duza roznica.
Tutaj jakichs szczegolow wolalbym nie omawiac bo sie nie znam. Gdyby sie
okazalo, ze moja potencjalna zona jest adwentystka, postaralbym sie
czegos wiecej dowiedziec, tak nie mialem powodu. Ale pare spraw dorzuce
dalej.
> Niektorzy nie uznaja 3 osob.
Tego typu wyznan nie uwazam za chrzescijanskie.
> Niektorzy odrzucaja kult Matki Bozej i jej role w zbawieniu.
Typowe dla wielu odlamow protestantyzmu. Z tym akurat mozna jakos zyc,
Matki Bozej nie dotycza fundamentalne dogmaty. Jakby sie udalo dogadac,
co do glownych prawd wiary (bylo cos takiego w materialach do I komunii
i do bierzmowania ;-)), nie byloby xle. A to akurat zwykle sie zgadza.
> innego. To jest pewna przepasc. Czym innym jest malzenstwo miedzy
> katoliczka a osobnikiem, ktory katolikiem nie jest, ale w calosci
> akceptuje znaczna czesc moralnego przeslania katolicyzmu, a czym innym z
> osobnikiem, ktory do katolicyzmu nastawiony jest po prostu wrogo (nie do
> Kosciola jako instytucji politycznej, a do samych prawd wiary).
Owszem. Ale zaden chrzescijanin (takze protestant) do prawd typu 'jest
jeden Bog w trzech osobach', 'Chrystus przyszedl na swiat i umarl na
krzyzu dla naszego zbawienia po czym zmartwychwstal', 'dusza ludzka jest
niesmiertelna' nastawiony wrogo nie bedzie.
> A chodzilo o to, ze mozna dac dziecku wybor religii. Kiedy, to inna
> sprawa. Jak bedzie gotowe. To samo wybierze.
Widzisz, to jest po prostu 'nieprawdziwa nieprawda'. Czlowiek zawsze sie
rozwija pod jakimis wplywami. Albo rosnie w wierze albo w niewierze.
Albo rosnie uznajac autyrytet rodzicow, albo kogos innego. Albo buduje
sobie kodeks moralny oparty o Boga, albo o poczucie wlasnej sily, albo
zachowania grupy, albo o sprzeciw przeciw czemus, albo ... Nie da sie
zyc jako biala kartka. Mowimy o duzych rzeczach - religijnosci,
moralnosci. A przeciez nawet drobiazgi, takie jak sposob wyrazania sie
(typowe zwroty, powiedzonka) czy poruszania (gesty) ludzie absorbuja od
swojego otoczenia.
Natomiast inna sprawa, ze oznaka doroslosci (ktora niestety nie kazdy
osiaga) jest uswiadomienie sobie tego i refleksja nad tym, 'skad sie
wziely moje poglady i zachowania', nieraz polaczone z ich
przewartosciowaniem. Pociesze Cie, ze naprawde wiele razy spotkalem sie
z zachetami rozmaitych ksiezy, by nie przezywac swojej religijnosci na
zasadzie przyzwyczajenia od dziecinstwa, tylko by probowac ja przezyc
swiadomie. Ba, ten nieszczesny sakrament bierzmowania o ktorym troche
popisalismy powinien byc wlasnie oznaka, ze czlowiek sam, swiadomie
przezywa swoja wiare, ze nie traktuje jej jako odziedziczonego rytualu
tylko jako zywa prawde...